Powoli kończyłam pracę. Stali klienci powoli
zbierali się do wyjścia. Kafejka miała jedno pomieszczenie z stolikami no i
oczywiście zaplecze. Słońce już dawno zaszło, więc światło dawały jedynie
lampy. Beżowe ściany, przybrały ciemniejszą barwę. Wycierałam właśnie blat,
kiedy ostatni klient opuścił lokal. Nareszcie wolna, do następnego dnia, ale
zawsze jest te kilka godzin. Wytarłam ręce w czarne jeansy i odplątałam
fartuszek ściągnęłam też plakietkę z moim imieniem i klasycznym, W czym mogę pomóc. Właściciel po dwóch
latach już mi ufał, więc wyszedł wcześniej. Wymyłam wszystkie talerze po
ciastkach i wszystkie szklanki, Ciastka, które zostały spakowałam do torebki,
tego dnia zostało ciasto czekoladowe ulubione mamy, Katie pewnie też się skusi.
Zgasiłam powoli wszystkie światła, a później zamknęłam drzwi. Na oknie wisiał
plakat o Loterii. Nie zatrzymałam na nim nawet wzroku, koło mojego domu walały
się takich tysiące. Ruszyłam prosto na przystanek autobusowy. Ostatni klient
został dłużej, więc uciekł mi ten, którym zawsze wracałam do domu.
Był koniec lata, więc w Genevierze (naszym
państwie) nawet wieczór był gorący. Wspaniałe domy wille wręcz stały po obu
stronach ulicy, po której jeździły najnowsze modele samochodów, a wielopiętrowe
wieżowce dosłownie przecinały chmury. Mijali mnie biegacze ze bezprzewodowymi
słuchawkami w uszach połączonych do prawie przeźroczystych telefonów. Posiadać
takie coś musi być fajne, ale to bezsensowny wydatek, za takie pieniądze
mogłabym kupić siostrze i mamie więcej jedzenia. Odrzuciłam od siebie te
przykre myśli. Dostałam dzisiaj konkretne napiwki, więc puki byłam w sferze
drugiej poszłam do sklepu i kupiłam chleb, mleko starczyło mi nawet na dwa
zielone jabłka. Pachniały soczyście, a błyszczały jak wypolerowane. Aż mi
ślinka napłynęła do ust, ostatnio jadłam coś dopiero koło dwunastej, prawie
osiem godzin temu, ale myślałam o innym pustym brzuchu, a właściwie o dwóch.
Mama pewnie znów zrobiła wodę z kapustą, która nazywamy zupą. Katie jej nie
znosi. Zapłaciłam mile uśmiechającej się starszej kobiecie, była jedną z piątek,
które miały tyle szczęścia i znalazły pracę w wyższych sferach, jak ja.
Pracowałam dla dwójek, które miały sieć kafeterii na terenie całego kraju.
Zabrałam swoje zakupy i zjadłam dwie kromki chleba. Pyszny, jeszcze chrupiący,
musiałam się pilnować żeby nie zjeść więcej.
Na przystanku stało kilka osób, prawdopodobnie
z czwartej sfery, zazwyczaj dało się rozpoznać po stylu, w jakim się ubierali. Po
drugiej stronie był ciemny zaułek, w którym stały skąpo ubrane dziewczyny.
Smutny widok, ale rozumiem, dlaczego to robią. To są dziewczyny z piątej sfery,
którym nie udało się znaleźć legalnej pracy, więc postanowiły tak zarobić. Sfera
piąta, czyli mój dom, była miejscem gdzie wszyscy pracowali. Dzieci zamiast
uczęszczać do szkoły, do czasu 15 urodzin uczyli się zawodu, jak usługiwać
wyższym sferom, szyć ubrania z skrawków materiałów i innych życiowych spraw, a
później pracowali. Bardzo niewielu w naszej sferze umiało czytać lub pisać.
Pracowaliśmy przez całe życie, ale i tak byliśmy najbiedniejszą sferą, po nas
była jeszcze tylko sfera szósta, ale w niej żyli tylko bezdomni, wrogowie
korony, wydziedziczeni lub ci, którzy uciekli z swoich sfer. Takie sytuacje się
rzadko zdarzały, czasem para, która się w sobie ‘zakochała’ nie chciała
przyporządkować do panujących zasad, woleli zostać wyrzutkami niż wyjść za tych,
których wybrali im rodzice. Sfera szósta, była bardzo niebezpieczna, w niej
żyły dzikie zwierzęta, składała się głównie z puszczy, drzew i krzaków. Nikt
się tam nie zapuszczał, poza odludkami.
Nareszcie podjechał autobus. Wsiadłam bez
kasowania biletu, przejazd komunikacją publiczną był darmowy, ale i tak jedynie
czwórki i piątki z niego korzystałyby dojechać do pracy. Czwórki były bogatszą
sferą niż my, ponieważ była to sfera artystyczna. Wynajmowani przez dwójki,
czasem trójki, jeszcze rzadziej jedynki, ale tak też się zdarzało, dostawali o
wiele więcej napiwków, a że my, jako niższe sfery utrzymywaliśmy rodziny
głownie z napiwków. Trójki to byli naukowcy. Im płacili za godziny pracy
sumiennie. Mieli pieniądze na samochody, telefony czy na zwierzęta (po naszych
ulicach biegały tylko bezpańskie, wykluczone z Czystego Miasta, które szukały
jedzenia.)
Jadąc autobusem widziałam, że powoli zbliżam
się do miejsca zamieszkania czwórek, Dzielnicy Artystycznej. Wspaniałe budynki
zniknęły a ich miejsce zajęły małe domki. Na gankach siedzieli ludzie grając na
gitarach, fletach, skrzypcach w jednym domu nawet na starym fortepianie,
śpiewając i tańcząc by uczcić zbliżającą się Loterię. Czwórki często były w
niej wybierane, dziewczyny, jako artystki miały materiały upiększające, a w
arkuszu zgłaszającym zawsze proszą o zdjęcie. Ja osobiście miałam bardzo mało
zdjęć. Może jedno moje i z dwa zdjęcia całej rodziny. Tylko raz wybrano w
Loterii piątkę, ale wyrzucili ją po pół roku.
To był ostatni przystanek, w mojej drodze do
domu. Jedenaście godzin pracy dało mi się we znaki. Zostało mi jeszcze trochę z
napiwków, bo przyszło kilka dwójek i jedna jedynka. Pierwsza sfera to
arystokracja. Byli najbogatsi ze wszystkich, nie ma, co się dziwić. Sfera druga
to wpływowi biznesmeni, doradcy króla oraz damy dworu, mieli dość pieniędzy by
posyłać swoje dzieci do Akademii Wdzięku lub Męskiej Akademii, wpłacając za
nich sporo pieniędzy, trójki również w ten sposób, kształcili swoje pociechy. To
właśnie o to chodziło w Loterii. Szansa dla ludzi z biednych środowisk na
naukę. Kandydaci w wielu 16 lat wysyłały formularze zgłoszeniowe, wraz ze
zdjęciami. Odpowiednie kandydatki dostawały szansę uczenia się w Akademii
Wdzięku i miały możliwość zostania damami dworu, czyli prawowitymi dwójkami, a
kandydaci uczyli się w Męskiej Akademii zostawali doradcami i również
otrzymywali status dwójek.
Chodzenie
po zmroku Genevierą jest niebezpieczne, a zwłaszcza tą dzielnicą. Oczywiście na
potrzeby Loterii ulice były wysprzątane, ale kręciło, się po nich wielu
podejrzanych typów. Zamiast małych domków jednorodzinnych stały wielkie bloki,
jak już wcześniej wspominałam po ulicach biegały wychudzone psy czasem koty. Domy
stały w równych rzędach. Na ulicach świeciła do druga czasem, co trzecia
latarnia, wszelkie używki takie jak alkohol albo papierosy były zakazane w
naszej sferze jednak niektórym pracownikom udawało się je dostać. Pod jedną z
latarni na starej ławce siedziało kilka prawie zlanych w trupa sprzątaczy.
Ominęłam ich szerokim łukiem, nie chciałam problemów. Mieszkałyśmy za rynkiem,
na który trzeba było przyjść by obejrzeć Loterię na wielkim bilbordzie, jedyny
wolny dzień poza niedzielą. Poprawiłam starą torbę, która znalazłam kiedyś koło
kosza trójek w Czystym Mieście, nie rozumiem, czemu wyrzucają dobre rzeczy,
trzeba było tylko załatać jedną dziurę i po sprawie. Byliśmy najbliższą sferą,
która mieszkała koło Puszczy, czyli tam gdzie mieszkały szóstki.
Powoli zbliżałam się do szarego bloku, który
był moim domem. Na trzecim piętrze świeciło się okno, mama i Katie pewnie
czekają na mnie. Szybko wbiegłam po schodach, wyciągnęłam klucz i otworzyłam
drzwi. W przedpokoju było ciemno, ale z salonu słyszałam dźwięk pracującej
maszyny. Mama jeszcze szyje dla trójek. Była najlepszą krawcową w całej piątek
sferze, dlatego miałam znośnie ładne ubrania i dlatego przyjęli mnie do pracy w
Czystym Mieście.
-Mamo? Katie? Wróciłam. –Zawołałam zdejmując
używane trampki i odwieszając torbę na miejsce. Usłyszałam cichą odpowiedź z
salonu.
-Tutaj. –Przeszłam prosto do pierwszego
pokoju po prawej. Mama siedziała przy stole szyjąc jakąś długą czerwoną
sukienkę. Podeszłam do niej i pocałowałam w policzek.
Na starej ciemnozielonej kanapie pod ścianą
spała spokojnie Katie, moja dziesięcioletnia siostra, a u jej nóg zwinięta w
kłębek leżała Szczęściara, kotka, którą moja siostra przygarnęła przekonując
mamę przez tydzień. Katie była bardzo podobna do mamy. Miała tak samo jak ona
długie blond włosy, niebieskie jak niebo oczy i była dość niska. Mama również
była blondynką o niebieskich oczach, mniej więcej mojego wzrostu, czyli przeciętnie.
Jej twarz wyglądała na bardzo zmęczoną, miała też zmarszczki naokoło oczu od
uśmiechania się, bo chociaż pracowała bardzo sumiennie często się uśmiechała.
Ja za to miałam czarne włosy i brązowe oczy. Mama zawsze mówiła, że wyglądają
trochę jak czekolada.
Pokój był skromny. Stara zielona kanapa, kilka
szafek, manekiny mamy, maszyna do szycia, jeden fotel. Tak wyglądał prawie
każdy dom w naszej sferze. Za bardzo potrzebowaliśmy pieniędzy na jedzenie,
żeby urządzać wnętrza.
-Zostało dzisiaj trochę ciasta czekoladowego.
Kupiłam też chleb, mleko i dwa jabłka. Jedno dla ciebie i dla Katie. –Uśmiecham
się do niej i przekazuję jej zakupy.
-Nastia? A ty coś jadłaś od wczoraj? –Mama popatrzyła
na mnie przenikliwie, jednak zniosłam jej spojrzenie i kiwnęłam głową.
-Jasne, jadłam w pracy. Przyszły dzisiaj
dwójki i jedynka, wiesz ile dzisiaj dostałam. –Wyciągnęłam resztę pieniędzy i
wrzuciłam je do starego słoika. –Będziesz mogła jutro coś kupić jak będziesz
wracać z tym projektem. To dla dwójki prawda? Jest śliczna. –Mama kiwnęła
głową, ale później sposępniała.
-Za tydzień Loteria. Denerwujesz się?
-Nie. Nie wrzuciłam swojego zgłoszenia.
Chociaż Katie o tym nie wie. Proszę nie mów jej. Może ci w czyś pomóc?
-Nie trzeba, mała. Idź już odpocząć. Dobranoc
–podeszła, pocałowała mnie w policzek i wróciła do swojej sukienki.
Jako piątki płaciliśmy tylko za jedzenie, nie
trzeba było płacić za prąd, wodę czy nieruchomość. W każdym domu był telewizor,
a wiadomości pojawiały się zawsze koło dwudziestej darmowo, za inne programy
trzeba płacić. W domu oglądaliśmy jedynie te wiadomości, ale razem tylko w
weekendy, ponieważ ja zawsze wracałam po domu po dwudziestej pierwszej.
Wzięłam swoje rzeczy z mojego pokoju, który
dzieliłam z Katie, był mały prawie pusty. Szare ściany obszarpana farba, kilka
półek. Dwa łóżka i szafa. Cały wspaniały wystrój wnętrza. Zabrałam piżamę i
ruszyłam do łazienki. Tam również było skromnie. Tylko wanna, toaleta i
umywalka a nad nią lustro. Szybko wykąpałam się i umyłam włosy.
W domu było jeszcze jedno zdjęcie. Zrobione w
kościele tuż po ślubie, siedemnaście lat temu. Tata był górnikiem, co jest
typową pracą piątek, rodzice wybrali go dla mamy a ona zrobiła to, co do niej
należało. Wychowali mnie, później urodziła się moja siostra, a kiedy miała dwa
lata, na kopali zdarzył się wypadek. Byłyśmy jedyną rodziną, która miała tylko
dwójkę dzieci w sferze piatej, ale mama nie była wytykana z tego powodu po
śmierci ojca. Przez pół roku nie pozbierała się po śmierci ojca, ale teraz jest
już lepiej.
Nie miałam zbyt wielu przyjaciół, jak byłam
młodsza bawiłam się z Tarą –czwórką, która mieszkała bardzo blisko granicy
sfer. Była moją rówieśniczką i miała ogromny talent plastyczny. Dwa lata temu
odkrył ją jeden biznesmen, a z tego, co słyszałam maluje teraz portrety rodziny
królewskiej. Cieszyłam się z jej sukcesu, bo w ten sposób została dwójką i jej
rodzine powodzi się o wiele lepiej. Brakowało mi jej czasem, ale samotność mi
nie doskwierała. Nie miałam czasu dla innych. Byłam wdzięczna, że udało mi się
znaleźć tak wcześniej pracę. To się liczyło i to było dla mnie najważniejsze, a
nie mieszkanie w pałacu z księżniczkami z całego kraju.